p r a s a // t e x t y c o f n i j d r u k u j

t e x t  urodzinowo 'o5 >
t e x t  halla >
t e x t  hippy psychedelic culture >
t e x t  beat w środku lasu >
t e x t  co po lekcjach >
t e x t  krótka podróż do źródeł psychodelicznego trance'u >
t e x t  kwasny projek zdobycia tajnych danych >
t e x t  życzenia 2oo1 >
t e x t  hallabanaha >
t e x t  wierszyk >
t e x t  polanki >
t e x t  klubowy rejs >


< urodzinowo 'o5 > t o p

Relacja z imprezy / Party review

Z nazwą Hallabanaha zetknąłem się pierwszy raz na początku 2001 roku, kiedy to rozpocząłem swoją przygodę z transem w internecie. Sety które ukazywały się na stronie były dla mnie odżywczą dawką najcudowniejszych dźwięków. Dwa z nich już wówczas utwierdziły mnie, że polska scena Hallabanahą stoi. Mowa o secie z imprezy Zjadacze Gwiazd (02.05.2001 Mixset part 3 - Bongo vs. Kwieq 5-6 AM) oraz secie z Hypnoptik Experience (Eskulap 16.02.2001 Bongo 23:00 Kwieq 23:40 - 0:10). Po prostu dwa najlepsze sety tamtego okresu, choć i dziś wracam do nich z wielką radością. Zresztą pierwszą płytą jaką wypaliłem w nagrywarce zakupionej pod koniec 2001 roku, był właśnie set z Eskulapu. Lato 2001 to festiwal Jagodziani Bułkożercy, gdzie ekipa Hallabanahy była reprezentowana przez 4 DJów - Bongo, Hardcore, Mabeat, Kwieq. Mi nie było dane być na tym feście, jednak filmik na stronie zrobił pozytywne wrażenie. Niestety w 2001 roku nie mogłem usłyszeć chłopaków z stolicy na żywo, choć już wtedy zyskali u mnie wielkie uznanie. Dodatkowo moją fascynację Hallabanahą potwierdzali starsi znajomi, którzy kilka razy odwiedzili transowe imprezy w stolicy. Jakaż była ma radość, kiedy to na bannerze na katowickim Mega Clubie ukazała się informacja, że na imprezie Fuck Revolution Techno Party zagrają "freestylers DJ": Bongo, Kwieq, Czuby i Epix. Impreza była udana, choć panowie wówczas technicznie jakoś nie zachwycili, a jak się dowiedziałem kilka lat później, dzień wcześniej mieli u siebie niezły melanż. Tak więc otrzymałem wytłumaczenie słabszej formy w Mega. Od tego czasu moja przygoda z imprezami na której grali panowie z Hallabanahy się rozwinęła. Polska, Czechy... gdzie tylko mogłem tam byłem, by móc ich usłyszeć. Kolejnym etapem była impreza w październiku 2004 w katowickim GuGalandrze, kiedy to właśnie ekipa Hallabanahy zagrała na naszej imprezie - marzenia się spełniają. Kto by rok wcześniej pomyślał, że może u nas zagrać i udekorować nam klub Hallabanaha? A ja sam w największych fantazjach, gdy zamykałem oczy i "myślałem" że gram, nie marzyłem o tym by móc zagrać u Halli. Zaszczyt ten spotkał mnie, jednak na urodzinowej imprezie ekipy, która na naszej scenie obecnie znaczy najwięcej. Tak tak moi mili, Hallabanaha ma już 5 lat, a to co się działo podczas urodzinowej imprezy postaram się przybliżyć w poniższej relacji.

Studia zaoczne mają ten urok, że zazwyczaj na uczelni przebywa się od rana do wieczora. Ja już przeżyłem kilka weekendów naukowo-imprezowych i powiedziałem sobie dość. Nigdy więcej imprez pomiędzy dniami na uczelni, bo na drugi dzień na wykładach zamiast pochłaniać wiedzę, urządzam sobie drzemki. No ale niestety musiałem złamać swe przyrzeczenie i udać się 22 października do Warszawy, by w nocy z soboty na niedzielę bawić się wspólnie z gośćmi Hallabanahy. Wspomnę jeszcze, że zmyłem się z jednego wykładu by zdążyć na pociąg, a w sumie był to mój drugi opuszczony wykład w życiu. :) Podróż do stolicy minęła szybko, a na miejscu spotkałem się z trójmiejską ekipą oraz Magnateciem. W liczbie 6 osób udaliśmy się w kierunku Apartamentu, gdzie impreza trwała już w najlepsze, a wspaniała pogoda jak na tą porę roku i dnia w naszym kraju sprawiła, że w ogródku powstała dodatkowo trzecia scena. Jak świętować to świętować!

Apartament był jak zwykle ładnie udekorowany, a wśród dekoracji było kilka takich, których jeszcze na oczy nie widziałem i jestem pełen podziwu dla autorów tych dzieł. Przed 23 na małej salce przygrywał deSpool, który z Hallabanahą ma wiele wspólnego od dłuższego czasu, w ogródku przygrywał Amnesia, na chilloucie zaś dźwięki serwował Imagi. Cztery sceny spowodowały, że w sumie nigdzie nie byłem dłużej niż 20 minut, bowiem co chwilę zmieniałem miejscówkę, by pobawić się w innym miejscu. W ramach podróży między scenami, osiadłem także na jakiś czas na scenie głównej, gdzie przygrywali Niemcy, którzy serwowali nam full ony oraz bardziej mroczne odmiany trance. Ludzie bawili się przy tych dźwiękach wyśmienicie, a humory dopisywały także grającym. Grali dwaj Dje, pierwszy z nich to Daksinamurti, należący do sławnej niemieckiej wytwórni Shiva Space Technology oraz nie mniej znanego Organic Records. Drugi z Niemców to Merry z Spontaneous Aerobics / Tribal Tools. Wspomniałem o ludziach, a ci tej nocy wypełnili dość licznie klub co zapewne cieszy, ale nie liczy się ilość bawiących się, a ich jakość. Jakościowo bawiący się wypadli świetnie. Po kwietniowej imprezie w Apartamencie miałem niedosyt właśnie odnośnie ludzi, jednak widać było, że na urodziny przybyło wielu wspaniałych freaków, którzy dodali tej imprezie magii. Druga scena jak to ostatnio bywa należała do "młodych wilków" naszej rodzimej sceny, a warto wspomnieć, że właśnie Hallabanaha ostatnimi czasy bardzo wspiera swą pomocą młode organizacje i to nie tylko w stolicy. Progresywne dźwięki serwowane przez Tretka sprawiły, że parkiet na drugiej salce nie świecił pustkami, a wraz z przejęciem sterów przez Gagarina i jego setowi w klimatach Goa, parkiet pękał w szwach. Niestety z powodów zdrowotnych Psyrixa rozkład grania na scenie głównej uległ zmianie, przez co nie dane mi było poskakać przy secie Martyzana, bowiem sam w tym czasie podrywałem ludzi do lotów. Zanim jednak zagrałem to druga scena była zdominowana przez lubelski duet Neelaya & Delix, którzy jak zwykle pokazali klasę, serwując nam dobre produkcje z nurtów progressive i Goa.

Urodzinowy set Halli miał rozpocząć się o 6:00, jednak już od 5 grał Bongo, przez co pewnie straciłem kilka kawałków z tych dwóch wspaniałych setów z 2001 roku. Gdy pojawiłem się na parkiecie to Bongo leciał już z teraźniejszością, czyli full onami z wieloma pięknymi melodiami. Po nim zagrał Mabeat, a trzeci z DJów Halli, Kwieq, niestety się nie pojawił. A szkoda, ponieważ ostatnimi czasy gra rzadko, a od Moondalli 2004 nie dane było mi go słyszeć. Do godziny 5:00 na drugiej salce przygrywał Paranoic, a po nim za playerami pojawił się wiecznie młody Nois, który przygrywał nam do końca, czyli do godziny 6:00, kiedy to druga scena została zamknięta. Na głównej scenie zabawa trwała jednak w najlepsze, a w ogródku ze swymi winylami pojawił się Epix, który przygrywał nam progresywnymi dźwiękami.

Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy i po godzinie 6:20 musiałem udać się w drogę powrotną na uczelnię. Uciekł mi autobus, więc zrobiłem sobie spacerek do Placu Willsona, a stamtąd metrem do centrum. Z centrum pociągiem do Dąbrowy Górniczej na uczelnię, a z uczelni co sił w nogach do komisji wyborczej, by oddać głos... no a wyniki już znacie.

I tak oto minęły 5 urodziny Hallabanahy, organizacji, która stara się, by w tym naszym rodzimym psytransowym światku od czasu do czasu wydarzyła się większa impreza, by móc się wspólnie spotkać i odlatywać we wszystkich salkach Apartamentu. Na koniec życzę Hallabanowcom wytrwałości w tym co robią i mam nadzieję, że tak jak przez te 5 lat ciągle podnosili poziom swych imprez, tak przez następne 5 nie spoczną na laurach i jeszcze nie raz nas zaskoczą. Tego życzę sobie, Wam i przede wszystkim ekipie Hallabanahy.

text: Styropian ( 25.1o.2oo5 ) // psytrance.pl
http://www.psytrance.pl/party.php?title=22.10.2005_-_hallabanaha_-_5_urodziny_hallabanahy&#read



< halla > t o p

Niewidzialność w owym czasie najczarniejsza była. Nieprzeniknione ciemności spadały na nieświadome oczęta. Przymykały powieki najmądrzejszych, a skrzydła czeluści porywały niewinne duszyczki. Brak gonił pustkę, żałość przępędzała uniesienia. A wszyscy czekali na znak... Co zrobić? W którą stronę podążać? Gdzie skierować oczy nasze?

A prorok powtarzał w słabnącym spokoju: Przyjdzie czas, gdy rozstąpią się wrota.

Wreszcie w świetlanym roku 1996 na łonie zielonych lasów i łąk.. wśród okrzyków radości i tętniących brzmień, w parze z zaćmionym zwiastunem- słońcem, narodziło się dziecię, zesłane na skorupę Gai by szerzyć emocje wyłącznie pozytywne. Szczęśliwy lud ujrzał znów światło. Narodziła się.. HALLABANAHA!

Na gruncie Varsovii i w jej okolicach zabłysł promyk, rosnący w potężną siłę. Przyniósł urodzaj na ziemiach, uzdrowił swą szamańską dłonią spragnione zmysły.

A lud poznał, co to trans. Wciąż głodny do dziś żywi się psychodelicznymi owocami HALLIBANAHA. Ona wie co dobre. Wprowadzi w błogostan stargane dusze. Nasyci oczęta barwami tęczy. Dwa zmysły bowiem: słuch i percepcja wpływ duży na satysfakcję mają. Gdy w parze oba zatańczą, w trans ciało Twe wpadnie.

text: Zuzi ;) ( 15.o9.2oo3 )



< hippy psychedelic culture > t o p

(...) To nie był jeszcze jeden z rodzajów muzyki tanecznej, jak np. techno lub house. Ten styl, powstały z zetknięcia się europejskiej muzyki elektronicznej z plażami i słońcem Goa stworzył subkulturę, wykreował styl życia, który wybrało później dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie.

Od drugiej połowy lat 90-tych w prasie zachodniej zaczęły pojawiać się pierwsze artykuły mówiące o dziwnych imprezach organizowanych na plażach Goa. Szok wzbudzały informacje mówiące o tym, że potrafiły one trwać nawet po kilka dni a ich uczestnicy, wyglądający jak hipisi w latach 60-tych, nieustannie tańczyli z krótkimi przerwami na sen do dziwnej, elektronicznej muzyki granej przez didżejów. Był to już czas, kiedy psychodelia pochodząca z Goa, padła na podatny europejski grunt, na razie w Anglii. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać tam niezależne wytwórnie wydające płyty z psychedelic trance oraz kolektywy organizujące imprezy. Na ulicach miast, zwłaszcza Londynu, pojawili się kolorowo przebrani ludzie z długimi włosami. Wkrótce fluid kolorowej psychodelii przedostał się na kontynent - w niemieckich, francuskich czy hiszpańskich miastach zaczęly powstawać pierwsze trance shopy oferujące płyty, stroje, dekoracje a imprezy nieśmiało pojawiające się tu i ówdzie z czasem zaczęły zamieniać się w wielkie, wielotysięczne zgromadzenia. Krajem, w którym szczególnie rozwinęła się Psychedelic Culture są Niemcy. Ilość osób zaangażowanych w nią oraz ich działania zdecydowały, że zajęła ona dominującą pozycję w świecie niemieckich ruchów kontrkulturowych. Obecnie jest to już cała machina, na którą składają się dziesiątki niezależnych wytwórni płytowych, kolektywów organizujących imprezy, trance shopów oraz pismo o nazwie Mashroom wychodzące w kilkudziesięciotysięcznym nakładzie w dwóch wersjach językowych: niemieckiej i angielskiej.

Głównym elementem ogniskującym w sobie wszystko, co składa się na tę subkulturę są imprezy, a zwłaszcza tzw. open airs - organizowane na wolnym powietrzu, w wybranych miejscach z daleka od ludzkich siedzib i w otoczeniu porażającej swą urodą natury. To nie są zwykłe taneczne party. To są misteria, podczas których następuje duchowe oczyszczenie i pełna harmonia z naturą i kosmosem. Stąd taką wagę przykłada się do ich wystroju zewnętrznego. Bogactwo ornamentyki prezentowanej na nich jest niekiedy powalające pod względem rozmachu, skali i bogactwa. To niemal odrębna dziedzina sztuki. Miałem okazje być obecnym, w 1996 roku w Londynie, na imprezie zorganizowanej przez transową firmę Flying Rhino, która jak się okazało, przeszła do historii tamtej sceny, jako jedna z najlepszych, które kiedykolwiek zorganizowano. Otóż na miejsce wydarzenia wybrano stary, nieczynny już wiktoriański teatr. Gdy znalazłem się w jego wnętrzu w dniu imprezy, oniemiałem z zachwytu - stałem pośrodku pogańskiej świątyni, a wokół mnie odbywał się dziwny obrzęd, którego główny element stanowił taniec. Kilkaset osób, wyglądających jak hipisi w latach 60-tych, tańczyło w otoczeniu wielobarwnych wizerunków hinduskich bóstw Shivy i Ganesha, otoczonych przez dziesiątki palących się kolorowych świeczek, a dym z kadzideł, rozstawionych przy płótnach przedstawiających bajkowe pejzaże, snuł się cienkimi nitkami ku sufitowi potęgując swą egzotyczna wonią poczucie nierealności. Wnętrze teatru pogrążone było w półmroku - jedynym żródłem światła były kolorowe świeczki.

Wkrótce okazało się, że imprezy tego typu zaczynają przyciągać ludzi z zewnątrz. Zaistaniała podobna sytuacja jak w przypadku festiwali rockowych epoki hipisowskiej, na które zjeżdżali nie tylko hipisi ale również ogromne rzesze ludzi nie identyfikujących się bezpośrednio z nimi. Atmosfera wolności i oczyszczenia duchowego poprzez taniec stała się atrakcyjna dla ludzi stłamszonych przez ciasny gorset cywilizacji rynkowej. Niemal na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, pojawiły się ogromne imprezy z udziałem wielu tysięcy ludzi, trwające nieprzerwanie po kilka dni.

Przez Niemcy w okresie letnim przechodzi fala ogromnych open airów, z których największy Voov Experience potrafi zgromadzic nawet 20 tyś ludzi. Nie mniejszych rozmiarów imprezą, o kultowym już statucie, jest organizowany raz na dwa lata w najpiękniejszych rejonach Portugalii Boom Festival, na którym miałem okazję być w ubiegłym roku. To właśnie na nim swą premierę miał film Luiqid Crystal Visions opowiadający historię transowego ruchu, w którym co rusz padały zwroty typu psychedelic culture czy psychedelic society. Psychodelia stała się głównym punktem odniesienia w estetyce całego ruchu i sposobem wyrażania własnych emocji poprzez muzykę, ubiór, oprawę plastyczną imprez. Niemal dokładnie za pomocą tego samego kodu estetycznego wyżywali się artystycznie hipisi.

Nie tylko jednak psychodeliczna estetyka łączy scenę transową z hipisami. Wspólna jest im również fascynacja rozwojem duchowym i życiem w zgodzie z samym sobą, wspólne odniesienie do buddyjskich haseł nawołujących do kontemplacji własnego wnętrza i samodoskonalenia się.

W przeciwieństwie jednak do hipisów scena transowa właściwie nie interesuje się światem zewnętrznym - nikt tu nie nawołuje do przeprowadzenia pokojowej rewolucji, która uczyni świat lepszym, nikt nie ma poczucia misji. Słowa Jaggera o daniu przykładu całej Ameryce, wypowiedziane przed feralnym koncertem The Rolling Stones w Altamond, nie znajdują w przypadku psychedelic culture żadnego odniesienia. Tutaj chodzi o jak najgłębszą podróż w głąb siebie samego i odnalezienie w ten sposób wewnętrznego spokoju.


Psychedelic trance w Polsce
Jako subkultura psychedelic culture nie istnieje. Całkiem prężnie natomiast rozwija się scena psychedelic trance: jest wielu didżejów, ciekawe zespoły, m.in.: Tromesa, Bigwigs, Kino Oko oraz parę kolektywów organizujących imprezy, m.in. Aspect of Valor i Halabanaha; ubiegłoroczny open air zorganizowany przez Aspect of Valor na Cyplu Czerniakowskim składał się z kilku danceflorów i zgromadził prawie 3 tys. osób.

text: Leszek Rakowski - "Hippy Psychedelic Culture" (Empik News / Kwiecień 2003)
http://www.empik.com/index.php?id=1936



< beat w środku lasu > t o p

Organizatorzy jednej z najbardziej popularnych niemieckich imprez klubowych "Mayday" po raz pierwszy sprzedali licencję na jej zorganizowanie poza granicami swojego kraju. Wybrali Polskę, gdyż zainteresowanie muzyką elektroniczną bije u nas rekordy popularności. Wielotysięczna publiczność będzie bawiła się w najbliższy piątek w Spodku na piętnastej edycji niemieckiej imprezy klubowej.

W krótkim odstępie czasu zorganizowano dwie największe imprezy techno w Polsce: legalny "Mayday" w Spodku i stanowiący dla niego poważną konkurencję undergroundowy "Aspect of Valor" w warszawskiej Cytadeli. Uczestnicy szacują, że na nielegalnej imprezie pod koniec października zjawiło się około czterech tysięcy osób. Bez reklam, bez sponsorów i bez rozgłosu w mediach siedem sal, każda z inną muzyką, wypełniło się fanami techno po brzegi. O imprezie w Cytadeli zawiadamiano na stronach internetowych i rozdając ulotki. Ostatni goście bawili się jeszcze o godz. 8 nad ranem. Undergroundowe party stanowi poważną konkurencję dla imprez legalnych.

- Nie śledzimy każdej takiej zabawy, chyba że otrzymujemy sygnał od przedstawicieli gminy o nielegalnej imprezie masowej na ich terenie - mówi Paweł Biedziak, rzecznik policji. - Bardziej interesują nas wykroczenia towarzyszące tym zabawom, z handlem narkotykami na czele. Należy jednak pamiętać, że za organizację imprezy wbrew prawu grozi kara aresztu, grzywny, a nawet pozbawienia wolności.

Techno jest najlepiej zorganizowaną formą rozrywki undergroundowej. Imprezy urządzane są bez stosownych zezwoleń, często w tajemnicy przed policją, w lasach, bunkrach, na plażach nad Wisłą, na przykład te organizowane w okolicy Modlina gromadzą zazwyczaj około 2 tys. fanów muzyki elektronicznej. Nie są to amatorskie zabawy przy trzeszczących głośnikach. Na dyskotekach w lasach czy w opuszczonych hangarach zjawiają się profesjonalni DJ-e, profesjonalna obsługa świateł, wysokiej klasy sprzęt nagłaśniający. Wszystko na poziomie imprezy klubowej lub nawet wyższym. Poza tym niewiele klubów byłoby w stanie pomieścić tylu fanów elektroniki, co leśna polana. Właściwie co tydzień fanom pozaklubowych imprez oferuje się zabawy undergroundowe. W ostatnim czasie odbyło się ich bardzo dużo. W dwa tygodnie temu konkurencję dyskotece techno, organizowanej przez MTV w warszawskiej "Lokomotywie", robiła nielegalna impreza w hangarach pod mostem Grota-Roweckiego. Na następne już zaprasza dyskoteka w dawnej hali napięć elektrowni w Morach pod Warszawą. Nielegalne dyskoteki organizują sami fani tej muzyki. Kultura techno rośnie w siłę i stała się niewątpliwie zauważalnym sposobem spędzania czasu przez młodych ludzi.

Technoparty to nie zwykła dyskoteka, na której podryguje się w rytm muzyki. Jest częściowo happeningiem, pokazem laserów, balem przebierańców. Fani techno lubują się w stylizacjach, zapożyczeniach z filmów i literatury. Na imprezie może pojawić się agent Cooper z "Miasteczka Twin Peaks", który zaprasza do pokoju za czerwoną kotarą. Na innej obsługę stanowią seksowne pielęgniarki i surowi żołnierze.

W legalnych klubach można dostać ulotki, na których podane są: adres, data i telefon komórkowy. To pierwszy krok do wejścia w techno underground. Potem przez Internet i pocztą pantoflową dostaje się kolejne zaproszenia. Chętni do uczestniczenia w imprezach muszą czasem krążyć całą noc po leśnych bezdrożach, szukając znaków na drzewach, które wskazywałyby kierunek dojazdu na technoparty. Fani muzyki elektronicznej uważają te podchody za część zabawy. Normalną praktyką są telefony w ostatniej chwili, hasła czy znaki rozpoznawcze. Zaproszeni goście wiedzą, że mają zjawić się na stacji benzynowej pod miastem, tam poznają szczegóły, gdzie dalej jechać. Bywa, że aby wejść na imprezę, muszą najpierw kluczyć kilka kilometrów po opuszczonych bunkrach lub leśnych dróżkach. Mniejsze imprezy, organizowane np. w niewykończonych willach w Magdalence pod Warszawą, przyciągają około 300 osób. Mimo że, tak jak te ogromne, nie spełniają wymogów prawa o organizacji imprez masowych i sprzedaje się tam alkohol bez koncesji, ich organizatorzy łatwiej mogą obejść prawo, gdyż odbywają się na prywatnych posesjach, nie w wynajętych salach.

Techno nie jest jedynie rodzajem muzyki, badacze kultury są skłonni uznać je za subkulturę lat 90. Jednak jego klasyfikacja przysparza kulturoznawcom i socjologom wielu problemów. Tomasz Szlendak w książce "technoMANIA, cyberplemię w zwierciadle socjologii" pokusił się o podanie dwóch definicji zjawiska. Pierwsze ujęcie opisuje je jako "wielosezonową, subkulturową (lub też po prostu kulturową) modę". Z drugiej strony autor dostrzega fanów techno łączących się w organizacje, wydających własne pisma, postrzegających siebie w opozycji do innych grup, czyli widzi w ich postępowaniu wyraźne cechy subkultury. Jedynej w tej dekadzie.

text: Magdalena Michalska - "Subkultura techno jest zjawiskiem masowym" (Rzeczpospolita - Kultura/Muzyka - 07.11.00 Nr 260)
http://rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_001107/kultura/kultura_a_5.html

(ahh undergroundowy AoV i te nie spełniające wymogów prawa o organizacji imprez masowych, mniejsze imprezy w Magdalence) :: deSpool)


< co po lekcjach > t o p

Energetyczne brzmienia taneczne - od trance'u przez house po psychedelic i minimal - w Przestrzeni Graffenberga. Na dwóch scenach wystąpi ośmiu didżejów. Na pierwszej zagrają Crossfader oraz didżeje z kolektywu Reformation Questman, Fajfer, Afroman i Dominik. Druga scena należeć będzie do kolektywu muzycznego polskiej sceny klubowej Hallabanah. Wystąpią Bongo, Kwieq i Mabeat. (...)

text: Gazeta Wyborcza (gw) - "Dzienniczek Ucznia" (Metro i Gazeta Wyborcza - Piątek 22 listopada 2oo2)
(to bardzo ciekawy kolektyw polskiej sceny klubowej ten Hallabanah :) :: deSpool)


< krótka podróż do źródeł psychodelicznego trance'u > t o p

Trans jako stan świadomości i sposób kontaktu z absolutem istnieje już od czasów prehistorycznych. Rytmiczna i monotonna muzyka pozwalała szamanom i mistykom na przepowiadanie przyszłości, leczenie lub wyprawy w głąb świata zmarłych. W dzisiejszych czasach głęboki mistycyzm zmienił się w zabawę, której towarzyszą elektroniczne bity i syntetyczne lub naturalne substancje wprowadzające w odrębne stany świadomości.

Trudno tak naprawdę stwierdzić, gdzie zaczynają się korzenie elektroniki. Oficjalnie za jej początki przyjmuje się amerykańskie lata 80. i imprezy w "Warehouses" (stąd wywodzi się house musie). Byty to czasy, kiedy stolicą muzyki było Chicago, zainspirowane kraut-rockiem. Z Chicago muzyka przeniosła się dalej - do Filadelfii, Detroit, Kentucky, Londynu, gdzie wytworzyła się specyficzna kultura acid. Te czasy pamiętamy już nawet my! To wszystko zmieszane w koktajl z psychodelicznym rockiem lat 60., początkiem muzyki industrialnej i czym tylko popadnie, grane na plażach Goa, spłodziło nową muzykę, czyli psychodelic trance...

Jedną z historycznych postaci tamtego okresu jest Goa Gili, jak i znany zapewne wszystkim Sven Vath. Swoje wtedy dorzucili również twórcy australijscy tacy jak: Oli Wisdom czy Ray Castle. Tak oto stali bywalcy Goa po powrocie do swoich domów, zainspirowani kulturą Wschodu, zaczęli tworzyć muzykę elektroniczną z wyeksponowaną, szybką stopą (czyli bitem).

Pierwszym kawałkiem goa trance był "Jungle High" wydany przez wyjadacza angielskiej sceny dance, Paula Oakenfolda, na labelu Perfecto. Twórcami hitu byli: basista grupy Killing Joke, Youth, oraz jego bliscy znajomi z Goa, czyli Johann sukcesie tej kompozycji Youfh zakłada pierwszą wytwórnię psychoedelic trance, czyli Dragonfly. "Ważka" była istną wylęgarnią talentów. W czterech studiach pracowały non stop dwadzieścia cztery osoby m.in.: Simon Postford (inżynier dźwięku), Gus Till (później producent Jamiroquai) czy Andy Watherall. Dowodził wszystkim Youth. To stąd wypełzły pierwsze wydania takich wytwórni jak: Flying Rhino czy Blue Room. Kolejną postacią, która przyczyniła się do rozwoju trance'u jest Australijczyk, Rają Ram, założyciel The Infinity Project (TIP Records). Na angielskich imprezach organizowanych przez tq wytwórnię wychowała się cała czołówka twórców sceny psychodelic. Dalej, już jak grzyby po deszczu, rodziły się i rosły w siłę inne wytwórnie. Tsuyoshi Suzuki i John Perlof zakłada Matsuri, Simon Bery startuje z Platipusem, a Russel powołuje do życia Transient. Zmieniły się czasy, zmieniła się muzyka, jak mówi pewna postać z filmu "Trainspotting". Ukoronowaniem tego faktu staje się wydarte w 1997 roku przez Matsuri kompilacji "Let it RIP" (Rest In Peace).

W międzyczasie goa trance teraz już jako psychodelic trance staje się pojęciem globalnym. Niemcy, Izrael, Japonia, Australia, Francja, Włochy... po prostu cały świat tworzy i słucha trance'u. W pewnym momencie w tej muzyce liczyli się tylko Żydzi. Muzyka z podziemi Tel Avivu (klub Penguin) grana była po prostu wszędzie. Świat podbili tacy twórcy jak: Indoor, Astral Projection, Chakra, Sandman, Witchcraft, MFG, Oforia. Z racji tego, że w Anglii organizowanie imprez poza klubami stało się nielegalne, w Izraelu muzyka trance została zabroniona (dekretem rządowym!), a epoka Goa się po prostu skończyła, podróżnicy i muzycy-banici zaczęli jeździć po świecie w poszukiwaniu miejsc, gdzie prawo nie jest tak restrykcyjne. W ten sposób narodziła się epoka festiwali - wielkich open-air, czyli kilkudniowych imprez pod gołym niebem, w najbardziej egzotycznych zakątkach świata. Eksplozja radości i totalnej, wolności na Zelandii, Australii, Szwajcarii, Francji, Portugalii itd., doprowadziła do takiej popularyzacji muzyki trance na świecie, że na festiwalach zaczęto się pojawiać po kilkanaście tysięcy ludzi (Solipse 99 - około 30 tyś.).

Najbardziej doświadczeni w organizowaniu festiwali okazali się Niemcy, czemu w dużej mierze sprzyja ich dość liberalne prawo. Niemieckie produkcje zresztą sterują rozwojem muzyki trance i dawno pobiły na głowę prekursorów z Wysp. Na światowej scenie trance widoczni są również twórcy francuscy (Paps, Yumade) i Szwajcarzy. W Polsce scena trance to: Tromesa, Bigwigs, czy też ostatni strzał w dziesiątkę - solowe projekty Kino Oko i Preacox (Nazi Trance). Psychodeliczny trance się ciągle rozwija i to naprawdę cieszy.

text: Świerszcz i Hardcore - "Geneza Muzy" (Laif - 07 marzec/kwiecień 2oo2)


< kwasny projek zdobycia tajnych danych > t o p

cel projektu::
użytkownik mastabaniak; aktywista hallabanaha; snifować cały ruch pocztowy tego użytknownika w celu informacji o imprezach; dowiedzieć się jak najwięcej o hallabanaha; znalesc się na hardkorowej imprezie --> zjesc kwasa --> dobrze się zabawić;

alternatywa::
a) Spróbować zdobywać informacje o imprezach legalna drogą. ( zdobycie karty hallabanaha )
b) Zapoznać się z kims z grupy "hallabanaha" w celu zdobycia dostępu do informacji dotyczšcych imprez organizowanych przez nich. ( wkręcic się )

info::
wyjście polecenia nslookup www.megapolis.pl

root@shroom:~# nslookup www.megapolis.pl
Server:     xxx
Address:    xxx

Name:       www.megapolis.pl
Address:    193.218.115.56

pula numerów ip w której znajduje się obserwowany host ( przeszukiwano zasoby ripe.net )

inetnum:    193.218.115.0 - 193.218.115.255
netname:    PROSZYNSKI
descr:      Proszynski i S-ka
descr:      Publishing House
country:    PL
admin-c:    ZM286-RIPE
tech-c:     PL3004-RIPE
status:     ASSIGNED PI
mnt-by:     ICM-PL
mnt-by:     RIPE-NCC-HM-PI-MNT
source:     RIPE
nic-hdl:    ZM286-RIPE
mnt-by:     AS5617-MNT
source:     RIPE

lista hostów zwróconych przez host -l megapolis.pl

megapolis.pl name server main.proszynski.pl
megapolis.pl name server arwena.nask.waw.pl
megapolis.pl has address 193.218.115.19
8gora.megapolis.pl has address 193.218.115.56
www.8gora.megapolis.pl has address 193.218.115.56
lz.megapolis.pl has address 193.218.115.56
www.lz.megapolis.pl has address 193.218.115.56
pop3.megapolis.pl has address 193.218.115.19
sauleda.megapolis.pl has address 193.218.115.56
www.sauleda.megapolis.pl has address 193.218.115.56
stadnina.megapolis.pl has address 193.218.115.56
www.stadnina.megapolis.pl has address 193.218.115.56
mail.megapolis.pl has address 193.218.115.19
pno.megapolis.pl has address 193.218.115.56
www.pno.megapolis.pl has address 193.218.115.56
www.megapolis.pl has address 193.218.115.56

8gora.megapolis.pl > [193.218.115.56] - Strona w budowie
www.8gora.megapolis.pl > [193.218.115.56]

sauleda.megapolis.pl > [193.218.115.56] - Producent okładzin
www.sauleda.megapolis.pl > [193.218.115.56] - sprzęgłowych

stadnina.megapolis.pl > [193.218.115.56] - Stadnina koni w
www.stadnina.megapolis.pl > [193.218.115.56] -Bieszczadach

pop3.megapolis.pl > [193.218.115.19] - Zewnętrzny serwer
mail.megapolis.pl > [193.218.115.19] - poczty


skan servera pop3.megapolis.pl [193.218.115.19]

Port      State     Service
22/tcp    open      ssh
25/tcp    open      smtp
80/tcp    open      http
106/tcp   open      pop3pw
110/tcp   open      pop-3
143/tcp   open      imap2
443/tcp   open      https
873/tcp   open      unknown
993/tcp   open      imaps
995/tcp   open      pop3s
5432/tcp  open      postgres

skan serwera www.megapolis.pl [193.218.115.56]

Port      State     Service
22/tcp    open      ssh
80/tcp    open      http
873/tcp   open      unknown
5432/tcp  open      postgres

Polecenia host -l i whois -h whois.ripe.net dla hosta o numerze IP 212.106.140.210 dały niewiele informacji. Dzięki nslookup'owi dowiedziałem się, że strona www.hallabanaha.org jest jedynie wirtualem na serwerach sieci alpha.pl a host na którym podwieszona jest wirtualka o nazwie io.alpha.pl zwraca bardzo dużo informacji o samym systemie na którym wystawiona jest strona hallabanaha. Po wejsciu na stronę http://io.alpha.pl wygenerowany jest raport (prawdopodobnie przez phpinfo(); ), w którym możemy zobaczyć wiele informacji na temat kompilacji, wersji systemów używanych poprzez server do generowania stron (min. php, mysql, biblioteka gd, rozległy opis instalacji serwera www - Apache, jak i bardzo duzy zbior informacji na temat samego systemu operacyjnego i jego srodowiska wewnetrznego), na którym będę mógł się teraz skupić.

Informacje odnosnie własciciela domeny hallabanaha.org


domain:     hallabanaha.org
status:     production
origin-c:   spl_art@space.pl#1
owner:      Karol Wiszniewski
email:      spl_art@space.pl#1
address:    XXX
city:       Warszawa
postal-code:XXX
country:    PL
registrar:  JORE-1
created:    2001-08-16 09:37:31 UTC JORE-1
modified:   2002-01-27 21:23:52 UTC JORE-1
expires:    2002-08-16 03:37:21 UTC
source:     joker.com

db-updated: 2002-01-27 22:18:54 UTC

skan serwera na którym znajduje się serwis www przy użyciu narzędzia nmap z parametrem -sS ()

Port      State     Service
21/tcp    open      ftp
22/tcp    open      ssh
25/tcp    open      smtp
80/tcp    open      http
110/tcp   open      pop-3
587/tcp   open      submission
443/tcp   open      https
873/tcp   open      unknown
5432/tcp  open      postgres

spostrzeżenia::
17.02.2002 - 21:25:54
Narazie sytuacja jest bardzo przychylna przeczuwam że to nie jest bardzo trudne; moge się mylić;portal na numerach ip z puli adresowej Pruszyński i S-ka;darmowy serwer kont pocztowych.

17.02.2002 - 22:37:11
Nakład pracy przy chęciach osišgnięcia celu oceniam jako niewielki; jeszcze większe prawdopodobieństwo powodzenia w realizacji założeń wstępnych. Majšc na uwadze możliwosć usunięcia strony www, która generuje cenny raport o serwerze postanowiłem zrobić jej backup, który znajduje się w pliku: io_alpha_pl.html ( zalecam przeglšdarke graficznš, bo lynx ma do dzis pewne problemy z dobrym generowaniem tabel a owy dokument wykorzystuje prawie wszystkie funkcje table )

obserwacje::
17.01.2002 - 21:17:13
Dużo otwartych portów w 193.218.115.19; - Duże prawdopodobieństwo włamania. Myslę, że na dzis koniec.

17.01.2002 - 22:35:12
Skanowanie hosta przyniosło niewiele informacji, na których można by bazować. - Głębsze poszukiwania dały ciekawe rezultaty. Nie wiem czy nie poswięce temu projektowi wiecej uwagi.


złośliwe uwagi::
17.01.2002 - 22:42:37
Postanowiłem dodać dział "złosliwe uwagi", w celu skatalogowania moich uwag odnosnie projektu.

17.01.2002 - 22:56:44
Człowiek, który administruje serwerem według mnie ma raczej blade pojęcie o bezpieczeństwie sieci. Moje założenia:

a) "Administrator" nie ma zupełnie pojęcia o zabezpieczaniu hostów.
b) "Administrator" jest dobrym znawcš systemów linuxowych i zabezpieczył maszynę tak dobrze, że mogł sobie pozwolić na wystawienie informacji o maszynie każdemu użytkownikowi sieci internet.
c) "Administrator" był na tyle sprytny, że spreparował on strone glównš na hoscie io.alpha.pl, tak by wyswietlala zafałszowane informacje o systemie.

Jeżeli przyjmę założenie "a" szanse na złamanie systemu wzrastajš i sš bardzo duże. Przy założeniu "b", które według mojej opinii jest wręcz niemożliwe, szansa na powodzenie osišgnięcia celu projektu malejš. Założenie c" wydaje się być jedynie spekulacjš gdyż wedlug mojej opinii strona generowana jest dynamicznie ( wygenerowany raport wyswietla zmiennš REMOTE_ADDR ).

do zrobienia::
Dokładniej przyjrzeć się włascicielowi domeny hallabanaha.org i przeprowadzić skan sieci w której posiada on konto e-mail. (przypuszczam, że jest on kims istotnie ważnym posród "hallabanaha" i dostęp do jego poczty dałby wiele informacji ).

text: Psilo? - "Clubbing.pl" (27 styczeń 2oo2)
http://www.clubbing.pl/v2/artykul.php3?id=49



< życzenia 2oo1 > t o p




< hallabanaha > t o p

Są w Warszawie ludzie, którzy zamiast w dusznych, zadymionych klubach wolą bawić się pod gołym niebem. Najczęściej wybierają opuszczone żwirownie i podmiejskie leśne polany. "Idealne miejsce na imprezę to takie, w którym nikomu nie przeszkadzamy. Im większe zadupie, tym lepiej" - mówią, ludzie z Hallibanaha. "Leśna polanka, nieco wilgoci, wokół drzewa, nad nami czyste niebo, czsem pokropi lekki deszczyk, ale to nikogo nie zraża. Ultrafiolet, kilka technoświateł i stroboskopów oraz tłum paralitycznie podskakujących cieni. Z głośników czysty, nieskażony transik - goa, psychedelic... Mniam. W okolicy ognisko, gdzie relaksują się ci, którym nieco energii już braknie. Imprezy na polanach trwają do oporu, często nawet do 12.00 dnia następnego. Nie przychodzi właściciel klubu i nie mówi, że trzeba przestać grać. Deszcz nie zraża największych twardzieli, którzy czasem, nawet tylko w kilka osób, podrygują doszczętnie zmoczeni. Muzyka i atmosfera dają energię, którą po prostu się czuje już wchodząc na polanę" - pisze Tonid, stały bywalec leśnych imprez, na stronie internetowej poświęconej Hallibanaha.

z klubu na palanę
Grupa zawiązała się trzy, cztery lata temu, kiedy kilka osób postanowiło robić imprezy inne od wszystkich proponowanych przez popularne warszawskie kluby. "Byliśmy młodzi, po szkole chodziliśmy na balangi, kilka razy trafiliśmy do Rhisone czy Blue Velvet, zaczęliśmy słuchać muzyki transowej - mówi Igor, jeden z twórców Halli. - A w klubach takiej muzyki nie było i nie ma do tej pory. Pierwszą imprezę zrobiliśmy w 1996 albo 1997 roku (...). Pamiętam, że płyty przynosiliśmy w reklamówce". Zaczęli spotykać się w piątkowe lub sobotnie wieczory na tzw. Polankach w podwarszawskich lasach (...), lub podmiejskich pustych halach fabrycznych. Były też imprezy w piaskarni za Tarczynem. Chętnie uczestniczą w zabawach robionych przez Aspect of Valor, organizatora festiwali psychedelic trance (m.in. w warszawskich Fortach Sanguszki lub na Łące Druidów nad Wisłą). Hallę tworzy kilkanaście osób, w tym trzech Dj'ów: Bongo, Mabeat i Kwieq. Są osoby, które pomagają organizować imprezy robią strony internetowe i zdjęcia (jak Mastabaniak, Karol czy Robo), plakaty, ulotki (Anita) oraz takie, które wpadają na samą imprezę. Mają 20-25 lat. Na co dzień studiują, pracują albo robią jedno i drugie.

trans kontra house
Nazwa Hallabanaha pojawiła się, gdy kilku znajomych pojechało oglądać dwa lata temu na Węgry zaćmienie słońca podczas festiwalu transowego Solipse. "Dla żartu w ramach powitania mówiliśmy do wszystkich Hallabanaha - opowiada Igor. - Podczas samego zaćmienia zaczęliśmy krzyczeć Hallabanaha! Hallabanaha! Hallabanaha! Część osób stojących wokoło przyłączyła się do nas. I tak już zostało. Ten wyraz ładnie brzmi, ale nie ma nic wspólnego z halą targową na Ochocie". Trans to nie jest typowa muzyka do tańca, bardziej chodzi w niej o klimat niż o rytm czy melodię, Wielbiciele muzyki transowej z Hallibanaha i ci, którzy chodzą potańczyć do klubów, nie przepadają za sobą. Na stronie warszawskiego clubbingu (www.clubbing.waw.pl) zdarzają się ostre dyskusje o wyższości jednych imprez i muzycznych stylów nad innymi. "Rzadko chodzimy -na inne imprezy. Jak już mamy czas, żeby się bawić, wolimy transy. Ale ja osobiście nie czuję niechęci do osób, które wolą inną muzykę czy inny klub" - deklaruje Igor. Jeszcze jedną rzeczą, która różni środowisko transowe od np. housowego, jest rodzaj stosowanych używek. Ci pierwsi najchętniej zapalają trawę czy hasz albo decydują się na kwasa. Te narkotyki ich zdaniem lepiej pasują do naturalnych warunków, w jakich robią swoje imprezy, choć oczywiście zdarzają się też tacy, którzy wybiorą pigułę.

przychodzą miejscowi, przyjeżdża policja
Przeważnie na małe imprezy zapraszają znajomych, ludzi, którzy interesują się transem. "Dobrze, jeśli na imprezie jest nie więcej niż 60-70 osób - mówi Igor. - Wtedy nie trzeba wynajmować ochrony, martwić się, że coś zostanie zniszczone czy będzie jakaś awantura. Spotykamy się i jest przyjemnie". Informacje o dużych imprezach Hallibanaha znajdują się na stronach internetowych, w mieście pojawiają się ulotki, ale o małych wiedzą tylko znajomi, którzy przekazują sobie wiadomość poczta pantoflową: za pomocą telefonów, maila, SMS-ów. Opłata za udział w imprezie to zwykle 5-10 zł. Tych pieniędzy jest akurat tyle, aby opłacić wypożyczenie sprzętu nagłośnieniowego. "Zazwyczaj impreza jest wymyślana dwa dni wcześniej. Sprawdzamy miejsce, dzwonimy do znajomych, kilka godzin przed rozpoczęciem wynajmujemy sprzęt. Idealne miejsce na imprezę to takie, w którym nikomu nie przeszkadzamy. Im większe zadupie, tym lepiej, leśne polany są bardzo dobre, chociaż czasem zdarza się, że przychodzą miejscowi tub przyjeżdża policja". Nie przeszkadza im w tańczeniu trawa, piach albo żwir. Zdarza się, że ktoś zrobi jakiś czaj shop i sprzedaje herbatę albo przywiezie trochę więcej piwa. Ale generalnie każdy zaopatruje się sam. Gdy nad ranem kończy się zabawa, zaczyna się sprzątanie terenu. "Gdybyśmy nie posprzątali, nie moglibyśmy przyjechać w to miejsce po raz drugi" - mówi Igor.

tylko nie duże imprezy
W Warszawie zimą z konieczności robili imprezy w Lokomotywie, a ostatnio zagrali jeszcze kilka razy w starej odlewni żelaza na tyłach klubu. Igor: "Próbowaliśmy kilka razy organizować większe imprezy w klubie, żeby zarobić jakieś pieniądze np. na sprzęt, ale to nie zdało egzaminu. To już nie to samo. Więcej jest pracy niż przyjemności. A poza tym często przychodzą ludzie, których towarzystwo nam nie odpowiada, czyli tzw. dresy czy karki. Nie znaleźliśmy zresztą klubu, który by nam odpowiadał, w którym normalnie można dogadać się z właścicielem. Zazwyczaj jest to jedna wielka szarpanina". Nie chcą, przynajmniej na razie, tworzyć własnego lokalu. Ich zdaniem granie i spotykanie się tylko w jednym miejscu prowadzi do rutyny, Poza tym wolą się bawić, niż brać na swoje barki tysiące kłopotów organizacyjnych. Deklarują: "Imprezy to dla nas zabawa, a nie sposób zarabiania pieniędzy". Natomiast w najbliższym czasie chcą zorganizować ogólnopolską dwudniową imprezę, w której wzięliby udział także ludzie z zaprzyjaźnionych środowisk: trójmiejskiego, poznańskiego Pulsar Transformation oraz warszawskiego Aspect of Valor. Tak więc pewnie niedługo na mieście pojawią się ulotki z namiarami, informacje o imprezach znajdziecie też na stronach internetowych www.mastabaniak.prv.pl i www.hallabanaha.nano.pl

text: Monika Brzywczy - "Miejskie Akcje" (CITY magazine - 7(32) lipiec 2oo1)


< wierszyk > t o p

> Ej Bracia I Siostry
> Czujecie już tę bryzę wiatru na policzkach ?
> Słyszycie leciutki szum tańczących z nami drzew ?
> Widzicie te płynne ruchy każdego źdźbła trawy ?
> Puszczacie kolejne oczko do gwiazd oddając się transgalaktycznemu zapomnieniu !
> Jak cudownie każdy dźwięk otula wasze ciała !
> Jak cudownie muzyka wibruje w waszych komórkach !
> Hey chwyćmy się za ręce oddając się szaleńczej bitmanii.
> Utwórzmy krąg przy ognisku
> Pozwólmy oczyścić nasze dusze
> Puśćmy z dymem nasze troski
> I krzyczmy HALLABANAHA.

text: + (o6 kwietnia 2oo1)


< polanki > t o p

Masta Baniak, Ro i Igor przyznają, że clubbing kojarzy im się z weekendowym, nocnym życiem, z "luzowaniem bata" po ciężkim tygodniu. Problem w tym, że teraz nie ma gdzie się wyluzować. Kluby nie trzymają odpowiedniego poziomu. W Polsce ludzie karmią się klubami z muzyką ze stacji telewizyjnej VIVA albo MTV.
Dlatego powstała Hallabanaha. Kiedy jakieś trzy lata temu skończyły się dobre imprezy i nie było gdzie chodzić, chłopaki wzięli sprawy w swoje ręce. Jako grupa Hallabanaha zaczęli organizować polanki, czyli imprezy na powietrzu w podwar-szawskich lasach lub w pustych halach. Wystarczy wynająć agregaty do prądu, załatwić gramofony wzmacniacze, mikser, kable i kolumny, a potem wszystko zawieźć na miejsce. Didżeje grają właściwie za darmo. Bilety są po 10 złotych. Nie każdy jednak może przyjść na polankę. Informacje o imprezach Hallibanaha rozchodzą się tylko wśród znajomych, działa poczta pantoflowa i elektroniczna. Jacek, czyli Masta Baniak, robi ulotki i wysyła do znajomych maile z mapkami i opisem, jak na polanę trafić. Zawsze stara się informować tylko odpowiednich ludzi. Wszystko po to, żeby uniknąć niepożądanego towarzystwa.
Na polanki organizowane przez grupę Hallabanaha przychodziło na początku pół setki osób. Teraz liczba bawiących się na tych imprezach wzrosła dziesięciokrotnie. Zjeżdżają nawet klubowicze z innych miast. Atmosfera, według Masta Baniaka, jest niesłychana. Drzewa, gwiazdy, muzyka, tańczący, uśmiechnięci ludzie. Po prostu magia. Takich rzeczy się nie zapomina. Chyba nawet policjanci czują te pozytywne wibracje, bo mimo że kilka razy przyjechali na polanę sprawdzić, co się dzieje, nigdy nie robili kłopotów. Po prostu przez chwilę się rozglądali i widząc, że wszyscy się spokojnie bawią, wracali na komisariat.
Dla chłopaków z Hallibanaha właśnie na polankach organizowanych przez nich i przez kilka innych podobnych grup jest prawdziwy clubbing. Jednak polskie klubowanie to śliski temat. Bo czy u nas można mówić o nim jak o zjawisku? To nie Wielka Brytania, gdzie w weekendy setki klubów są szturmowane przez setki tysięcy klubowiczów. W Polsce to raczej moda środowiskowa, zamknięta w hermetycznych subkulturach.

text: Arkadiusz Bartosiak - "Wampiry już wychodzą" (Rzeczpospolita / Magazyn nr. 46 - 17 listopada 2ooo)


< klubowy rejs > t o p

"... "Były dwie imprezy w Lokomotywie, na których dobrze się bawiłam, (...) wspomina Psota. Ale kluby dla warszawskich klubersów to nie wszystko. Są tacy, którzy preferują bardziej nietypowe miejsca. Ci wybierają tzw. polanki, czyli niezależne imprezy odbywające się co kilka miesięcy pod gołym niebem na jednej z leśnych polan (...) lub niepowtarzalne imprezy w rozległych fortach przy ul. Sanguszki. Hallabanacha czy polany to dla mnie nie jest clubbing w potocznym rozumieniu - twierdzi Pepsi. - To hardcorowe techniawki i naprawdę undergroudowe grupy ludzi, którzy korzystają w tej chwili z Lokomotywy wyłącznie ze względu na warunki pogodowe. Najchętniej nadal robiliby zamknięte imprezy na polanach, z flayersami tylko dla wtajemniczonych". ..."

text: Monika Brzywczy - "Raport: Klubowy Rejs" (CITY magazine - styczeń 2oo1)
(błedy...to nie my :: deSpool)